Dlaczego trenuję? Szczerze – żeby nie mordować ;)

Dlaczego się sportuję? No dlaczego – mimo, że teoretycznie wg. statystycznej Polki, nie mam na to czasu, bo mam dwoje dzieci? Dlaczego zaginam czasoprzestrzeń i organizuję sobie sposoby żeby poćwiczyć, pobiegać, porobić trochę przysiadów albo pompek?

A między innymi dlatego, żeby zbyt wcześnie nie osiwieć! Bo będąc matką można czasami zwariować! Naprawdę! No, bo weź tu pozostań przy zdrowych zmysłach kiedy jedno się pruje odłożone na chwilę do łóżeczka (bo zamarzyło Ci się odgrzać obiad lub zaparzyć herbatę 🤪), a drugie ciska się, że ma odłożyć już telefon, bo za długo siedzi z nosem w ekranie. Na scenę wchodzi krzyk, łzy, zgrzytanie zębów niemal – jakby mogło to by Cię pogryzło za to „odłóż już telefon proszę”. Albo wzdychanie jak przy kopaniu węgla conajmniej, bo poprosiłam żeby wyjęło naczynia ze zmywarki. A ja i tak jestem typem „matki zdecydowanie wymagającej” jak na współczesne standardy…

XXI wiek – epoka psychopatyczna conajmniej. Zmierzamy w kiepskim kierunku z tą „bezstresową szkołą” i wszystkim bezstresowym. Ludzie- życie nie jest pozbawione stresu! Trzeba się do tego umieć przystosować. Tak samo jak bez treningu nie będzie formy tak bez „treningu” radzenia sobie w życiu na różnych etapach, nie będzie… umiejętności radzenia sobie w życiu!

U mnie „trening radzenia sobie” nieustająco w toku! Dziś w ramach relaksu weszłam do wanny na 20 minut. I to nie jest jakaś moja codzienna fanaberia. Raz na jakiś czas lubię sobie zrobić takie małe spa – wiecie – ciepła woda, maseczka na buzię. Finał był taki, że Dzidzia darła się w niebogłosy już tak długo, że jej tata zaczął poszukiwać butelki – choć dzidzi butelką nie karmimy i nie była wcale głodna, bo jadła tuż przed moim „relaksem”. Notabene taki wrzask dzidziusia to melodia relaksująca jak nic 😂😂😂. Wyleciałam z łazienki tłukąc po drodze buteleczkę z drogocenną substancją mającą złagodzić efekty wiecznego niewyspania… Głowę suszyłam już z Małą w nosidle 🤪! Ale nie ma co narzekać. Poprzedni relaksik w wannie zakończył się jeszcze gorzej – musiałam z niej wychodzić w trakcie kąpieli z maseczką na buzi, która później przyschła mi solidnie do twarzy podczas lulania dzidzi do snu. Taaaak, matka to ma naprawdę przefikane w wielu aspektach.

Nie wierzycie? No to czytajcie dalej. Mam pare obserwacji z frontu ostatnio. Tata, który zabiera dziecko na spacer to Bohater Narodowy jak się patrzy. Bo się zajmuje! No wow! A jak jeszcze zmienia pieluchę to w ogóle Bóg! Jeśli sobie pójdzie po drodze ze spaceru na piwo do ogródka restauracji to jest super tata – wyluzowany, fajny gość. A teraz weźcie matkę, która by na spacerze z dzieckiem wdepnęła na piwko! Trzeba wołać opiekę społeczną! Co ona sobie wyobraża, pijaczka pewnie, nie radzi sobie… A że zmienia pieluchę? No przecież to zupełnie naturalna rzecz… I tak z grubsza ze wszystkim 🤪🤪🤪

Tata jak wychodzi na spacer to zwykle dostaje dziecko „gotowe”. Ubrane, z ekwipunkiem na wszelki wypadek (pielucha, ubranko i takie tam). A jak raz na ruski rok sam się wybierze to zaraz telefon, że czegoś brak i matka choćby chciała to spokojna już nie będzie 🙂 Matka, choćby niewiadomo jak się spieszyła (na przykład po drugie dziecko do szkoły) musi sobie ogarnąć te wszystkie szpargały sama. Zawsze. A ubrać bezkolizyjnie jednocześnie siebie i niemowlę to jak wejść nago na Everest. Mission Impossible. Jeśli matka czegoś zapomni zabrać to jest wielkie zdumienie „no to nie zapakowałaś?”. Od razu nasuwa się odpowiedzieć pytaniem – a to tata zapakować nie mógł? No mógł. Ale jakoś nie pomyślał. Bo mężczyźni z reguły słabo „ogarniają” takie szczegóły. Tak sobie głośno myślę nic nikomu nie ujmując Panowie, macie inne zalety…

Staram się nie przejmować; dziecko jakoś przetrwa bez bluzki na zmianę, bez kocyka może nie zamarznie, a jak będzie brudne to będzie szczęśliwe. Voila. Dla własnego zdrowia psychicznego wrzucam na luz. Ale często jest tak, że jednak ciężko nie osiwieć! Bo wszystko wokół dziecka jest na głowie matki. I to nie tylko malutkiego dziecka! Duże dziecko ma szkołę, a jej tata często nawet nie zagląda do platformy elektronicznej dla rodziców. Z defaultu robi to matka! Matka ogarniaczka wszystkiego – nieodrobione prace domowe, wpłaty na składki klasowe, urodziny, prezenty, terminy obozów i zmiany w grafikach. Mama. Wsio mama!

Dobra, trochę tego jest. Nie wymieniłam wszystkiego co spada na głowę w jednym tylko domu (nie licząc spraw zawodowych bo to u matki w ogóle temat na osobną dyskusję), a to co wymieniłam nie ma charakteru jakiegoś narzekania na cały świat (chociaż powiedz to na głos w nieodpowiednim momencie, a na pewno usłyszysz, że narzekasz, jęczysz albo coś tam jeszcze bla bla). Sztuka polega na tym, żeby nie narzekać. A żeby to w ogóle było możliwe kiedy momentami szlag Cię trafia jak jasna cholera z gradowego nieba MUSISZ wyluzować, odstresować się (byle nie w wannie z dzidziusiem pod jednym dachem ha ha 😂😂) I tu NAJLEPIEJ SPRAWDZA SIĘ SPORT.

Dlatego drogie mamy – sportujcie! Jak możecie, ile możecie, bezkompromisowo ciśnijcie ten czas dla siebie – jak cytrynę. I trenujcie! Endorfiny poprawiają nastrój. Ćwiczenia fizyczne ujędrniają tyłek, a cztery litery jak powszechnie wiadomo lepiej mieć mocne!

Jeeeeedziemy! Zerknijcie na TRENING Z DZIDZIUSIEM W NOSIDEŁKU dla mam, które naprawdę nie mają czasu dla siebie! Chcieć to móc!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: