Mother power… czyli matka triathlonistka i WIELKI PLAN

Dziś trochę prywaty. Ten wpis nie będzie poradnikiem, o nie. Dziś opowiem Wam o moich sportowych planach i pomysłach na ich karkołomną realizację. Już wiem, że to będzie jazda bez trzymanki. Ale żyje się raz, prawda? Jeśli z jakiegoś powodu jesteście ciekawi – czytajcie dalej. Uprzedzam – piszę szczerze bez pudrowania; chwilami „głośno” myślę iCzytaj dalej „Mother power… czyli matka triathlonistka i WIELKI PLAN”

Trening do Ironmana. Matka z żelaza Vol. 2

Przerywane płaczem dziecka noce sprawiają że świat w ciągu dnia wygląda zupełnie inaczej. Serio. Bo jeśli od 11 miesięcy CO NOC musisz wstać przynajmniej 2 razy (a wcześniej to bywało i ze 4 razy) to trudno mówić o byciu wypoczętym. Jest się w stanie „przetrwania”, czasem „zamrożenia”, który to stan trzyma człowieka w kupie nieCzytaj dalej „Trening do Ironmana. Matka z żelaza Vol. 2”

Skuteczny trening… czyli jaki?

„Jeśli wciąż robisz to samo to oczekuj takich samych rezultatów”. Nie pamiętam gdzie pierwszy raz przeczytałam to zdanie, ale trafiło ono do mnie od razu. I powtarzam je moim podopiecznym i osobom, które pytają mnie dlaczego nie mogą schudnąć albo dlaczego nie udaje im się poprawić formy. Żeby coś się zmieniło musisz coś zmienić. ToCzytaj dalej „Skuteczny trening… czyli jaki?”

Trening do Ironmana. Matka z żelaza Vol 1.

Usłyszałam niedawno, że trening do Ironmana możliwy jest tylko wtedy kiedy się człowiek zdecyduje na mnóstwo wyrzeczeń – bo przecież „nie można się przygotować” do Irona bez długich rowerowych wyjeżdżeń (trwających po kilka godzin), bez długich wybiegań i godzin spędzonych na pływaniu pod okiem trenera od kraula. Podobno nie da się… Może… A mnie korciCzytaj dalej „Trening do Ironmana. Matka z żelaza Vol 1.”

Mój trening do triathlonu w środku pandemii i 3 miesiące po porodzie…

… w niczym nie przypomina treningu do triathlonu sensu stricte. Uprzedzam zatem – ten tekst nie będzie poradnikiem – w żadnym stopniu, mimo, że jako trenerka mogłabym poradzić to i owo. Jednak dziś nie w tym rzecz – dziś będzie tak od serducha, nieco z przymróżeniem oka, bo nie biorę jakoś bardzo „na poważnie” startówCzytaj dalej „Mój trening do triathlonu w środku pandemii i 3 miesiące po porodzie…”

„Nigdy nie mów NIGDY” czyli moja przygoda z triathlonem i jej dalszy ciąg…

Trochę ponad trzy lata temu kiedy ktoś z moich znajomych wspominał o triathlonie mówiłam „ja i triathlon? Nigdy w życiu!!!”. Nigdy w życiu bo przecież nie jeżdzę rowerem (w ogóle – nie wspominając nawet o czymś takim jak rower szosowy 🙂 ), nie pływam (dobra – umiem, ale tylko „żabką” lub stylem grzbietowym, ale kraulCzytaj dalej „„Nigdy nie mów NIGDY” czyli moja przygoda z triathlonem i jej dalszy ciąg…”