„Nigdy nie mów NIGDY” czyli moja przygoda z triathlonem i jej dalszy ciąg…

Trochę ponad trzy lata temu kiedy ktoś z moich znajomych wspominał o triathlonie mówiłam „ja i triathlon? Nigdy w życiu!!!”. Nigdy w życiu bo przecież nie jeżdzę rowerem (w ogóle – nie wspominając nawet o czymś takim jak rower szosowy 🙂 ), nie pływam (dobra – umiem, ale tylko „żabką” lub stylem grzbietowym, ale kraul to abstrakcja; o pływaniu w otwartych wodach nie wspominając). Nigdy nie mów nigdy! Bo właśnie te trzy lata temu zaczęłam myśleć o triathlonie MIMO tych wszystkich ograniczeń. 

Triathlon – początek

Nie zawsze trzeba planować szczegółowo każdy najmniejszy krok i zastanawiać się miesiącami -czy dam radę? Oczywiście, trzeba mieć jakieś doświadczenie sportowe (ja miałam spore doświadczenie biegowe) i niezłą kondycje ogólną. Ale… mój początek z triathlonem był raczej spontaniczny niż dobrze przemyślany. I na dobre mi to wyszło:) Spontanicznie zrobiłam 1/8 Ironmana – płynąc żabką i jadąc starym rowerem górskim mojej mamy (z popsutymi przerzutkami :)). Udało się. I nawet nie byłam ostatnia. Zasadniczo mój czas (ok 1 h 33 min) wzbudził nawet szacunek wsród znajomych znawców – biorąc pod uwagę ten rower… 😉 Zrobiłam kilka razy 1/4 Ironmana i ten dystans daje już solidnie w kość. Zrobiłam też jeden raz 1/2 Ironmana – zapisując się bardzo spontanicznie na tydzień przed zawodami, bo skusiła mnie wielka litera M na gdyńskim Skwerze Kościuszki. Ukończyłam. Taka historia…

fot.Mariusz Nasieniewski/Maratomania.pl

W międzyczasie nauczyłam się pływać kraulem! Do dziś nie wiem właściwie jak to się udało, bo wcześniej miałam za sobą kilka rozpaczliwych prób opanowania tego i nie szło. Tym razem jakoś poszło. Jestem samoukiem więc pływam jak pływam, ale… płynę do przodu i choć póki co na zawodach zawsze płynęłam stylem klasycznym, którym przemieszczam się po prostu szybciej, to jednak trenuję (a raczej trenowałam kiedy baseny były otwarte) kraula z nadzieją, że któregoś dnia odważę się również na zawodach płynąć stylowo. Przepłynęłam nawet 3 kilometry kraulem w 7 miesiącu ciąży podczas maratonu pływackiego organizowanego na moim basenie.

Powrót do formy po ciąży. Triathlonowej formy…

To moje aktualne wyzwanie. Wyzwanie gigant, bo urodziłam właśnie przez cesarskie cięcie drugie dziecko. Mam 38 lat (a nie 20) a cesarka to było nie było poważna operacja podczas, której przecinane jest kilka powłok brzusznych. Regeneracja wraz z wiekiem ulega niestety spowolnieniu więc mimo, że teraz kiedy to piszę po 4 tygodniach od zabiegu, chodzę już na dość długie spacery pchając przed sobą wózek pod górę przez zaspy śnieżne, to droga do biegania i roweru jeszcze jest nadal daleka. W pierwszej ciąży biegałam prawie do końca, teraz bieganie musiałam zakończyć jakoś w 5 miesiącu więc moja kondycja z pewnością spadła i to niemało. Będę mieć za sobą mniej więcej pół roku przerwy. I… 3 miesiące na przygotowania do startu, który sobie wymarzyłam – 1/2 Ironamana w Bydgoszczy.

Tęskni mi się do adrenaliny przedstartowej

Trening do triathlonu po porodzie

Zaczęłam od ćwiczeń na macie. I spacerów, najpierw powolnych bo ból brzucha po cięciu sprawiał, że traciłam oddech. Teraz maszeruję już sprawnie kilka razy w tygodniu robiąc średnio 8 kilometrów po urozmaiconym leśnym terenie pchając przed sobą sportowy przyczepko- wózek z moim miesięcznym dzieckiem – śnieg utrudnia marsz dzięki czemu taki trening na pewno buduje już jakąś podstawową formę. Będzie baza do biegania i roweru – do tego planuję wracać za kolejny miesiąc w międzyczasie zwiększając obciążenia i zakres treningów ogólnorozwojowych – ćwiczeń w domu i na dworze.

Thule Chariot – wózki przyczepka multisportowa: do roweru, biegania, do nart biegowych lub spacerów w śniegu

Ogólnie mój plan na powrót do TRI po porodzie wygląda z grubsza tak:

  • 1-4 tydzień: proste ćwiczenia po CC na macie
  • 5 – 8 tydzień: bardziej zaawansowany trening w domu
  • od 4 tygodnia: marsze z wózkiem – najlepiej w urozmaiconym terenie (górki przyjacielem formy)
  • od 5 – 6 tygodnia: trening ogólnorozwojowy w domu i na dworze – zwiększanie zakresu ćwiczeń i obciążeń (stopniowo )
  • od 8 tygodnia: stopniowy powrót do roweru (stacjonarnie – trenażer) – od 10 – 15 minut
  • od 10 tygodnia: stopniowy powrót do biegania (również z wózkiem biegowym :))
  • od 3 miesięcy po: wznowienie treningów biegowych (zwiększanie dystansu, urozmaicenie treningów) i rowerowych (wydłużanie czasu jazdy; powrót na MTB)

Ostatnią fazę rozpocznę na 3 miesiące przed planowanym startem w 1/2 Ironamana. Cel jest taki żeby zawody ukończyć mieszcząc się w limicie czasowym. Najważniejszy cel jest jednak taki, żeby nie zrobić sobie krzywdy i móc zdrowo uprawiać sport przez kolejne lata!

ćwiczyć można wszędzie – pokój starszej córki (10 lat) jest bardzo dobrym miejscem!

Największe wyzwanie dla matki triathlonistki

Wiecie co jest największym wyzwaniem w powrocie do formy po porodzie? Wbrew pozorom wcale nie ograniczenia ciała. Dużo większym problemem są ograniczenia w głowie – poczucie niemocy i wyrzuty sumienia, że trenujesz więc nie ma cię w domu przy dziecku. I nawet jeśli dobrze wiesz, że dziecku krzywda się nie dzieje, bo zostało pod czułą opieką kochającego ojca (którego potrzebuje tak samo jak matki!) to inni wiedzą lepiej… Zawsze znajdzie się ktoś kto widząc Cię na treningu zapyta – „a z kim zostawiłaś dzidzię?” Albo „dziecię nie tęskni?”. Sprostujcie jeśli się mylę, ale nigdy nie słyszałam żeby ktokolwiek zadał podobne pytanie facetowi na treningu! A przecież trenują ojcowie, a ich dzieci zostają wtedy często z mamą. Ale przecież to tak oczywiste, że nikt się nie zastanawia. Ale kobieta? Matka kilkumiesięcznego dziecka na treningu? Z dala od dziecka? Coś na pewno jest nie tak…

Ojciec, który zostaje z dzieckiem bo „matka egoistka” trenuje to bohater. Matka, która zostaje z dzieckiem, bo „ojciec bohater” trenuje to… po prostu matka (która może jeszcze zrzędzi…). Tak nadal wygląda rzeczywistość w XXI wieku i możecie mi wierzyć – przełamywanie tego stereotypu wymaga naprawdę dużo wewnętrznej siły, cierpliwości i umiejętności posiadania opinii innych w pewnej (wyrzeźbionej) części ciała. I, co może najważniejsze – odpowiedniego partnera, który będzie je przełamywał razem z Tobą. Z pełnym przekonaniem i radością.

2 myśli w temacie “„Nigdy nie mów NIGDY” czyli moja przygoda z triathlonem i jej dalszy ciąg…

  1. A wiesz co to jest zespół dziecka potrząsanego? Biedne dziecko, nie powinno się biegać z dzieckiem które jeszcze nie potrafi jeszcze siedzieć! Współczuję dziecku.

    Polubienie

    1. 🙂 Nie musisz. W wózku jest specjalny hamaczek dla niemowląt, który jest amortyzowany. Nie ma tu potrząsania, ale bujanie. Ten sprzęt jest przebadany i zapewniam, że mojej córci nie grozi żadne niebezpieczeństwo 🙂 To nie jest moje pierwsze dziecko więc raczej go nie uszkodzę 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: