Mój trening do triathlonu w środku pandemii i 3 miesiące po porodzie…

… w niczym nie przypomina treningu do triathlonu sensu stricte.

Uprzedzam zatem – ten tekst nie będzie poradnikiem – w żadnym stopniu, mimo, że jako trenerka mogłabym poradzić to i owo. Jednak dziś nie w tym rzecz – dziś będzie tak od serducha, nieco z przymróżeniem oka, bo nie biorę jakoś bardzo „na poważnie” startów w zawodach w tym roku. Ale, tak jak powiedziałam jeszcze będąc w ciąży – CEL jest i się go trzymam.

A cel jest taki, żeby UKOŃCZYĆ W LIMICIE 1/2 Ironmana w Bydgoszczy. W lipcu. Tego roku. Czyli 6 miesięcy po porodzie przez cesarskie cięcie. Cel jest ambitny. Nawet bardzo, bo niektórzy mówią, że pół roku po cesarce to można dopiero zaczynać z mocniejszymi treningami. Cóż, już mówiłam, że jestem trochę niecierpliwa, mocno niepokorna, uparta jak cholera, ale przede wszystkim doświadczona treningowo. Zatem można mi wcześniej. Pytanie tylko czy faktycznie dam radę z tym Ajronmanem… Mój „trening” bowiem, jak już wspomniałam W NICZYM nie przypomina sensownego treningu do 1/2 Ironmana „z poradnika” . A dystans jest całkiem konkretny:

  • Pływanie: 1,7km
  • Rower: 90km
  • Bieganie: 21,095km

Dyscyplina pierwsza – pływanie

Nie pamiętam kiedy byłam na basenie, ale to było jakoś już podczas pandemii kiedy pływalnie zostały na chwilę otwarte i mierzono temperaturę przy przejeździe przez bramki. Bardzo dawno temu. Później uznano, że baseny są niesamowicie niebezpiecznym miejscem i mogą na nie chodzić wyłącznie zawodowcy (których niebezpieczeństwo nie dotyczy) zatem ponoć wystarczyło wyrobić sobie licencję PZTri i można było pływać. Nie skorzystałam. Ciąża raczej mnie dyskredytowała jako zawodowca ha ha. No a później po cięciu cesarskim musiałam poczekać aż wszystko się zagoi. Minęły trzy miesiące. Mogłabym stać się tą „zawodową triathlonistką”, ale jeszcze się nie stałam. Mój pobliski basen pozostaje zamknięty, bo widocznie nie opłaca im się otwierać dla tej garstki zawodowców, których wirus się nie ima na basenach. A jeździć na drugi koniec miasta na inną pływalnię zwyczajnie nie mam możliwości – zanim dojadę będę musiała wracać i karmić dziecko. Więc nadal NIE PŁYWAM. Żyję nadzieją, że „tego się nie zapomina” i że nie utonę kiedy na zawodach będzie trzeba wejść do jeziora i machnąć 1,7km. Pewnie zrobię to klasykiem, bo… tego się nie zapomina jak się nauczyło w dzieciństwie. Z kraulem może być różnie, bo sztukę tą opanowałam już znacznie później (jakoś ze 3 lata temu) więc kto wie czy mi się przypomni w stresie. Bezpieczeństwo na pierwszym miejscu.

Dyscyplina druga – rower

Rower to aktywność, do której (poza treningiem ogólnym) najszybciej można wrócić po porodzie. Wydawałoby się – świetnie – hurra! Jedziemy! No… jedziemy… raz na tydzień czy na dwa, mniej więcej 30 kilometrów przez kilka godzin z przerwami, w tempie mocno spacerowym na MTB z przyczepką z naszą Dzidzią więc ostrożnie – żeby nie za szybko, żeby za bardzo nie trzęsło i absolutnie nie jakąś tam ruchliwą szosą. A przede wszystkim nie na rowerze szosowym. Żeby była jasność – bardzo lubię te nasze rodzinne wycieczki – wręcz uwielbiam. To fantastyczny sposób na spędzanie czasu kiedy pogoda jest wiosenna. Prawda jest jednak taka, że te przejażdżki nie mają nic wspólnego z treningiem rowerowym do triathlonu. A muszą mi wystarczyć za przygotowanie do… przejechania 90-o kilometrowej trasy, na której będą się ścigać triathloniści na zawodach.

Mam trenażer. Stoi dumnie na środku salonu i nie dość, że zajmuje miejsce to jeszcze bywa niczym wielki wyrzut sumienia. I robi za wieszak na wszystko! Niewiele mam momentów, kiedy mogłabym na niego wsiąść, ale jednak bywają – najczęściej wieczorem, kiedy nasze małe dziecię przymknie wreszcie oczęta i zapadnie w twardy sen (na jakieś 2, czasem max 3 godziny), ale to wieczór po calutkim dniu spacerowania, biegania, schylania się, przewijania kup, niuniania, tulenia, noszenia, karmienia, robienia na prędce czegoś do jedzenia dla reszty familii, wieszania kolejnej sterty prania czy zamiatania po ubłoconych dzień wcześniej buciorach. Przyznaję – niełatwo wykrzesać parę do kręcenia o tej porze (nie wspominając już o hałasowaniu kołem, które może być upierdliwe dla reszty domowników). Częściej wlezę na matę i przećwiczę brzuch albo targnę hantla jeśli wykrzesam ze swojego ciała te trochę energii. Zatem rower – stoi. Podobnie jak rowerowa forma.

Dyscyplina trzecia – bieganie

Tadam! Tu jestem DUMNA. Naprawdę dumna. Bo „trenuję” wytrwale, regularnie całe 2 razy w tygodniu (z nadzieją na 3 już niebawem!). Każda niedziela jest biegowa – czasem z wózkiem, czasem bez – kiedy wózek pcha Triathlonista – wtedy to mogę rozwinąć skrzydła. Udało mi się dobrnąć już do 14 kilometrów. W tygodniu biegam zwykle któreś przedpołudnie kiedy Michał zabiera Malucha na długi spacer. Lecę wtedy przed siebie, często otwierając dopiero oczy po kolejnej mniej lub bardziej zrąbanej nocy, po potrójnej kawie, która chlupie w brzuchu jak w baniaku, zerkając czasem pod nogi, żeby się nie potknąć i nie wyłożyć jak długa ryjąc nosem w ziemię. Kocham to samotne bieganie, bo to taka moja chwila dla siebie, bez zerkania na Maluszka, bez stresu.

Chociaż biegam już całkiem regularnie to trudno nazwać te 2 razy w tygodniu jakimś mega treningiem. Nie robię żadnych akcentów treningowych poza tym co samo wyjdzie przypadkiem (na przykład podbieg w lesie). Czy to wystarczy żeby pokonać 21 kilometrów trasy po przejechaniu wcześniej 90 km rowerem (bez przygotowania) i przepłynięciu 1,7 km (bez przygotowania)?

Siłaaaa

Wszelkie braki treningowe „nadrabiam” na macie wzmacniając mięśnie w domu, na siłowni zewnętrznej, na spacerach z dzieckiem. Tu nie odpuszczam, ale triathlon rządzi się swoimi prawami i do pokonania są trzy dyscypliny, które powinno się wytrenować. I których raczej nic innego nie zastąpi. Czas pokaże. Najważniejsze, że mam radochę z każdego zrobionego treningu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: