Trening do Ironmana. Matka z żelaza Vol 1.

Usłyszałam niedawno, że trening do Ironmana możliwy jest tylko wtedy kiedy się człowiek zdecyduje na mnóstwo wyrzeczeń – bo przecież „nie można się przygotować” do Irona bez długich rowerowych wyjeżdżeń (trwających po kilka godzin), bez długich wybiegań i godzin spędzonych na pływaniu pod okiem trenera od kraula. Podobno nie da się…

Może…

A mnie korci żeby podważyć tą tezę. Wiecie, tak już mam, że przekorna ze mnie baba 😂 A nade wszystko zdeterminowana.

Nieksiążkowy plan treningowy

OK. Jestem trenerką i wiem, że nie można zrobić IRONMANA bez przygotowania, bez hektolitrów potu i regularnej pracy. To ponad 3,8 km pływania, ponad 180 km na rowerze i ponad 42 km biegu. Ogromny wysiłek i nie zrobi się tego ot tak. Ale… wierzę, że można przygotować się do tego wyzwania trochę inaczej niż piszą w poradnikach dla triathlonistow. Bo te poradniki są, w dużej mierze, dla… facetów. No sorry. Dla gości, którym żony gotują żeby mieli paliwo do trenowania, którym żony wychowują dzieci i ogarniają wszystko poza pracą. Albo dla takich co nie mają żon. A jeśli już również są dla kobiet to takich, które nie mają mężów i dzieci.

Czy to znaczy, że kobieta, która realnie NIE MA CZASU na książkowy trening do triathlonu nie może celować w Irona? Może! Tylko musi to zrobić inaczej! Jak? Będę… testować 😁 I dzielić się z Wami wrażeniami. Co wy na to?

Start w pełnym Ironmanie jest na mojej liście „to do” albo inaczej, gdzieś na mapie marzeń. Mówiłam „kiedyś”, bo jeszcze nie wybrałam imprezy z konkretną datą. Korci mnie żeby czegoś poszukać i zaplanować na 2023. Jeśli zdrowie mi pozwoli to niech to będzie, powiedzmy, wstępny plan. Co do planu treningowego to aktualnie wyglada on tak, że… TRENUJĘ KIEDY MOGĘ I JAK MOGĘ. Czytaj – biegam z wózkiem do biegania z dzieckiem i jeżdżę z przyczepką rowerową. Ćwiczę na domowej siłowni, na siłowniach zewnętrzych i „przy okazji”. Na basenie nie bywam regularnie, ale będę próbowała to zmienić i popływać chociaż raz w tygodniu. Tyle na dzień dzisiejszy.

Baza czyli w jakim punkcie jesteś.

Trening zaczynam mając na koncie 21 lat sportowego stylu życia więc nawet jeśli ostatnio biegałam znacznie wolniej niż kiedyś punkt wyjścia mam całkiem nienajgorszy. Tutaj zwrócę Waszą uwagę na bardzo ważny aspekt planowania – zawsze zadaj sobie pytanie w jakim punkcie jesteś! Inaczej będzie wyglądał trening osoby kompletnie początkującej sportowo, a inaczej kogoś kto w przeszłości przebiegł już parenaście maratonów i robi kilkaset przysiadów za jednym zamachem 🙂 To nie znaczy, że jeśli nigdy nic nie ćwiczyłaś masz teraz zapomnieć o triathlonie! To znaczy, że dojście do celu zajmie Ci po prostu więcej czasu.

Pierwsze koty za płoty czyli… zaczęłam jeździć na rowerze MTB z przyczepką z dzieckiem!

Jeżdżę tak od mniej więcej tygodnia. Oswajam się z drogą, z nierównościami, z rytmem Malucha (bo to nie tak słodko, że wsadzasz Szkraba w przyczepkę i jedziesz sobie trening 100 kilometrów). Po płaskim przyczepki praktycznie się nie czuje. Za to podjazdy sprawiają, że mięśnie palą jak na końcówce zawodów! Dobrze!

Póki co D-a mnie boli od siodełka, bo choć przejechałam przedwczoraj jakieś 20, a dziś jedynie 35 kilometrów na MTB ciągnąc za sobą przyczepkę rowerową to tempo było takie „zawrotne”, że pare godzin siedzenia wyszło. Czyli trening D-y niejako zaliczony 😂😂😂 Mięśnie ud też czują górki Wzniesień Łódzkich znaczy się… weszła siła 💪💪💪

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: