Trener personalny – fakty i mity

Pracuję z ludźmi już ponad 5 lat i cały czas odnoszę wrażenie, że trener jest w naszym kraju postrzegany dość jednoznacznie. Co więcej, bywa traktowany nie fair, osądzany o zachłanność i lenistwo „intelektualne”. Tymczasem ludzie są różni i trenerzy są różni. To, że ktoś wyciska ciężary nie znaczy, że nie ma nic do powiedzenia. Rozmawiam z moimi podopiecznymi o literaturze, o muzyce, podróżach, językach obcych i kulturach. Studiowałam geografię. Skończyłam studia wyższe. Pewnie nie każdy trener je skończył, ale wielu jednak tak. Nawet jeśli jest to AWF to są to studia. Co więcej, można nie skończyć studiów, a być oczytanym, mieć coś do powiedzenia. A przede wszystkim – być kompetentnym w swoim fachu! Przecież o to chyba chodzi, prawda???

Trener to małolat, który nic nie umie i nic nie wie o życiu – nie!

Myślenie jest takie, że trener to najczęściej student, napakowany młodzik, który chodził na siłownię wyciskać sztangi więc postanowił przy okazji „dorobić”. Jeśli trenerka to młodziutka instruktorka fitness. Co taka może wiedzieć o życiu, obowiązkach, zmaganiu o figurę? Jest szczupła jak trzcina bo młoda, bo nie ma dzieci, bo ma worek czasu na te swoje treningi. Poza tym jak ktoś taki może w ogóle mieć widzę? Pewnie poszedł na byle kurs, dostał papierek, a teraz oczekuje, że będzie mnóstwo zarabiał. Taaak…

Pozwólcie, że sprostuję. Uchylę nieco tajemnicy. To jest generalizacja. Owszem, są tacy trenerzy i takie trenerki (i absolutnie nie uważam, że są z założenia źli, bo młodzi!). Wśród trenerów osobistych są jednak również ludzie, którzy dawno pokończyli studia, mają rodziny i doskonale wiedzą jak trudno jest pogodzić treningi z życiem rodzinnym i zawodowym. Bo trener nie trenuje w pracy. Trener w pracy zajmuje się treningiem swoich podopiecznych, a o własną formę (która MUSI być topowa) pracuje w swoim czasie wolnym. Poza tym dobry trener musi mieć wiedzę tym co robi. Tu nie wystarczy godzina kursu online. Często to wiele lat nauki, doświadczenia, bywa, że własna przeszłość sportowa, która jest jedną z najlepszych form zdobywania wiedzy, bo jest czerpaniem jej od podstaw.

Trener personalny jest drogi – i tak i nie…

Trener osobisty nadal w wielu miejscach postrzegany jest jako fanaberia. No i ciągnie kasę, poprzewracało się w głowie, żeby za godzinę treningu brać 3-cyfrową kwotę. Przecież to tylko „fikanie nogami”. Taniej będzie jak podejrzę innych na siłowni (myślenie męskie). Taniej będzie jak zapiszę się na fitness (myślenie kobiece). Teraz ja generalizuję. Ale uwierzcie mi – wiele razy spotkałam się z takim myśleniem. Co więcej bywałam pytana dlaczego godzina treningu ze mną kosztuje 150 – 120 zł?

Odpowiem. Ano dlatego, że to nie jest „tylko godzina treningu”. To ponad 20 lat doświadczenia sportowego, setki godzin spędzonych na poszerzaniu wiedzy, studiowaniu anatomii człowieka, fizjologii ruchu i mechanizmów zachodzących w ciele. To kursy, które nie były bezpłatne. To czas na dojazd na każdy trening. I na powrót z niego (często łącznie to więcej niż trwa ten jeden trening!). To mój czas, który poświęcam w 100% Tobie, Twoim potrzebom. Bo jak instruktorka ma na sali ponad 20 kobiet to nie jest w stanie przyjrzeć się treningowi nawet połowy z nich, nie zna ich problemów zdrowotnych, słabości i silnych punktów. Trener osobisty, który spotyka się z podopiecznym 1 x 1 MUSI te wszystkie rzeczy wiedzieć i uwzględnić w treningu. Dlatego taki trening jest SPERSONALIZOWANY, dopasowany do indywidualnych potrzeb każdej osoby, bezpieczniejszy i skuteczny. I dlatego musi kosztować więcej niż zajęcia fitness dla mas czy przerzucanie ciężarów na siłowni. Trening z trenerem personalnym jest po prostu dużo lepszy więc musi kosztować więcej.

Dobry trener poradzi… – tak, ale…

Dzwonię tylko na chwilę, chciałem zapytać…Taaak, zdarza mi się nader często, że ktoś do mnie dzwoni. I pyta. O treningi, ale nie o możliwość treningów ze mną tylko o to jak ma trenować. Albo opowiada mi o swoich problemach i oczekuje porady. Za darmo. „Ale niech mi Pani powie…”. Odpowiadam grzecznie, że konsultacja kosztuje tyle i tyle i że możemy się umówić na dogodny termin. A Pan (czy Pani) dalej swoje. „Ale ja tylko na chwilę”…

A czy wiesz, że jeśli ty zadzwonisz „tylko na chwilę” i to samo zrobi kilka innych osób to potencjalnie będę wisieć na telefonie przez godzinę lub dłużej? Udzielając porad, dzieląc się moją wiedzą. I moim czasem. Za darmo. I nie, nie chodzi wcale o to, że jestem pazerna na pieniądze! Ale ludzie, to czas, który spędzam z dala od moich bliskich; czas, którego nie spędzę z córkami. Dlatego, ok, mogę czasem komuś coś doradzić, przy okazji – udziału w biegu, przy okazji spotkania gdzieś. Mogę. Bo jestem człowiekiem z empatią, zrozumieniem. Ale przede wszystkim jestem człowiekiem z PASJĄ, którą lubię się dzielić. Ale wszystko ma swoje granice. Jeśli jesteś dla mnie obcym człowiekiem to nie wykorzystuj proszę tego, że jestem miła. I jeśli potrzebujesz porady treningowej, rozwiązania twoich problemów, porady dietetycznej etc to po prostu za nią uczciwie zapłać. Obiecuję, że poświęcę się w 100% Tobie w tym czasie!

Trener personalny to tylko trener – nie!

A nie Prezydent ani inna ważna persona. No może. Ale jak każdej osobie trenerowi też należy się szacunek. O czym mówię? Trening można odwołać. Można. Przynajmniej 12 godzin wcześniej. Niektórzy w umowach zawierają nawet 24 godziny wyprzedzenia. I to jest okej. Natomiast bardzo NIE OK jest odwoływanie zajęć na chwilę przed ich rozpoczęciem. I fakt, że z jakiegoś powodu nie były jeszcze zapłacone z góry nie oznacza, że można trenera olać. Jeśli mówisz coś, jeśli potwierdzasz obecność w określonym miejscu wieczór przed to traktuję Cię poważnie i robię wszystko, żeby BYĆ. Zwarta i gotowa. W 100% dla Ciebie ustalonym miejscu i o ustalonej godzinie. Bo Ciebie szanuję. Ale… tego samego oczekuję w drugą stronę. Więc o ile nie urwało Ci nogi i nie masz gorączki NIE ODWOŁUJ treningu na godzinę czy dwie przed. Bo trener ułożył sobie dzień biorąc Cię pod uwagę. Zaplanował swój czas, poświęcił go Tobie, może wstał wcześniej żeby się z Tobą spotkać. Po drugiej stronie jest człowiek, nie maszyna.

Do napisania tego postu skłoniło mnie kilka sytuacji z mojego własnego podwórka. Ale też wcześniejsze rozmowy z innymi trenerami w czasach kiedy chodziłam jeszcze na normalną siłownię czerpiąc przyjemność z dbania o formę w siłowniowej atmosferze. Teraz jestem bardziej wrażliwa na niektóre sytuacje, bo żeby poprowadzić trening zostawiam moją 4-o miesięczną córkę i muszę żonglować czasem jak cyrkowiec. Lubię pracę trenerki, bo lubię pomagać ludziom w osiąganiu celów. Poza tym naprawdę uwielbiam sport i pracę z ciałem, które jak modelinę można formować. I lubię ludzi. Szkoda tylko, że czasem tak rozczarowują 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: