Aktywna matka wystarczająca…

Do napisania tego tekstu zainspirowało mnie… życie. Prawdę mówiąc to ostatnie dni i spostrzeżenia, ot takie codzienne, niewinne, niby nic, no o co Ci babo chodzi… wiecie – na pewno to znacie… te kilka uszczypliwych słów, zdań rzuconych mimochodem niby bez podtekstu, ale z wyraźnym niezadowoleniem w tonie głosu, które nie pozwala na interpretację inną niż „naprawdę dajesz ciała jako matka”…

Od 12 lat daję ciała jako matka i bez przerwy gdzieś muszę się komuś tłumaczyć dlaczego robię tak a nie inaczej – to znaczy – sprecyzujmy – myślałam, że muszę się tłumaczyć! I oto, ukończywszy 40 wiosen i mając za sobą ponad 12 lat macierzyństwa i ponad 2 lata podwójnego macierzyństwa postanowiłam właśnie przestać się tłumaczyć. Tłumaczyć, że BYŁAM KOBIETĄ AKTYWNĄ NA DŁUGO ZANIM URODZIŁAM DZIECI, jestem aktywną mamą i taką zamierzam pozostać zapewne długo po tym jak moje dzieci osiągną pełnoletność, dorosłość i same zostaną mamami…

„Robisz tak jak ci wygodnie” – usłyszałam to zdanie jako… zarzut kiedy oświadczyłam że wychodzę z dzieckiem na bieganie po 11 (bo przecież to z wcześnie na spanie dla Niuni, wczoraj mówiłaś, że pójdzie spać koło 13 bo Ci było nie po drodze położyć ją wcześniej). A i owszem. Tak było. Ostatnie dni usypiałam córcie w domu między 12 a 13 żeby móc popracować kiedy będzie spała. Przecież prowadzę biznes i potrzebuję kiedyś go prowadzić. Czasem śpi w samochodzie kiedy załatwiałam zawodowe sprawy. Z pewnością średnio komfortowe, ale co zrobić. W Peru Indianki stoją na rynku ze śpiącymi dziećmi uczepionymi do pleców. Z resztą nie tylko w Peru… Ale co tam Peru. U nas musi być spacerek o godzinie A, obiadek o godznienie B i spanie o godzinie C…

Kiedy wczoraj pierwszy raz od dłuższego czasu chciałam sobie zrobić długie wybieganie – z obciążeniem – zdecydowałam, że córka po prostu pośpi w wózku, tak jak to bywało wiele razy kiedy była młodsza 🙂 Zatem – TAK – robię tak jak jest mi najwygodniej. I jestem z tego dumna. To się nazywa rozsądne zrządzanie czasem, przedsiębiorczość, ambicja. To jest mój jedyny sposób na to żeby oprócz bycia mamą móc się też rozwijać, realizować swoje pasje, być formie i korzystać życia nie tylko siedząc na placu zabaw. Nie dajmy się zwariować w żadną stronę. Bycie rodzicem nie oznacza końca swojego życia i obowiązków porzucenia wszystkich dotychczasowych zajęć. Nadal musisz zarabiać – zdecydowanie więcej niż wcześniej, bo przecież wiadomo że dzieci dużo kosztują, nadal możesz być fit i możesz, a nawet powinieneś, postawić na swój rozwój. Pozdrawiam więc serdecznie wszystkich maruderów którym się nie podoba jak matka dopasowuje dziecięce aktywności do swoich. Przebiegłyśmy razem ponad 22 kilometry, większość w otoczeniu lasu i zieleni… Dziecko wyspane, matka zadowolona! Gdzie jest problem?

Biegam od 23 lat. Moja starsza córka urodziła się ponad 12 lat temu i pamiętam do dziś jak bardzo bieganie pomagało mi w tych trudnych emocjach, które towarzyszą każdej młodej mamie kiedy pojawia się dziecko a o których się nie mówi albo mówi szeptem albo za mało. Wtedy z pierwszym mężem ustalałam że wychodzę biegać i to jest mój czas dla mnie. Był cierpliwy, nie robił mi wyrzutów, miał swoje zainteresowania które zajmowały mu więcej rodzinnego czasu niż moje całe bieganie. Ale mimo to słyszałam że za dużo trenuje, że się przemęczam itd. Być może tak było, w końcu wtedy biegam ultra…

A wiecie ile razy słyszałam pytanie – z kim zostawiłaś dziecko? – Kiedy jechałam na zawody albo robiłam długie wybieganie. Każda mama małego dziecka zawsze usłyszy przynajmniej jedno takie pytanie kiedy robi coś dla siebie. Czy tatusiowi ktoś zadaje takie pytanie kiedy jest poza domem bez Malucha? Nie sądzę, nie słyszałam. Tak się przyjęło w naszej kulturze – jak jesteś kobietą i masz małe dziecko to po prostu jesteś z tym dzieckiem. Oczywiście że to się stopniowo zmienia, ale z doświadczenia wiem, że bardzo powoli…

10 lat później z drugim partnerem kupiliśmy wózek sportowy, żeby można było z dzieckiem uprawiać sport – biegać jeździć na rowerze a zimą na nartach. I wiecie co – odkąd mała nauczyła się chodzić i pakuję ją w ten wózek żeby z nią pobiegać podczas czasu spania bywa, że słyszę, że jestem „wygodna”. Bo nie chce mi się iść na plac zabaw i zajmować dzieckiem tylko wożę w wózku i biegam. No przestępstwo. Biedne dziecko, jak trzęsie w tym wózku…

Przecież to oczywiste że dziecko nie tylko jeździ wózkiem ale wychodzi też na spacery na plac zabaw czy po prostu się przejść. Ale jestem zdania że każdy dzień musi wyglądać identycznie, jestem osobą aktywną zawodowo i życiowo ich nie jestem w stanie zapewnić dziecku obiadku dokładnie w południe każdego dnia, spacerku punktualnie o dziesiątej każdego dnia czy drzemki punktualnie o trzynastej. Te pory lekko się przesuwają zależności od tego co robię, jakie mam zadania dany dzień. Zawsze muszę patrzeć na to żeby umożliwić córce wyspanie się czy dać coś do jedzenia ale naprawdę nie jestem tragiczną matką przez to że moje dziecko nie ma wszystkiego podanego jak w zegarku.

Aktywna matka, która dba o formę, ćwiczy, rzeźbi pośladki czy trenuje żeby mieć kondycję to nadal często taka babka, która ma „fanaberie”. Serio. Wiecie, myślałam, że te czasy mijają, no bo ja rozumiem kiedy zaczynałam biegać 23 lata temu to faktycznie patrzono na mnie ogólnie jak na wariatkę bo wtedy bieganie w ogóle nie było modne. Ale teraz? Teraz, kiedy „wszyscy” biegają to chyba oczywiste, że bieganie jest świetne dla zdrowia, samopoczucia, szczęścia i tak dalej. Otóż niekoniecznie!

Moja koleżanka wychodzi na trening mówiąc że musi być wcześniej w pracy i myje się potem chusteczkami dla dziecka bo nie ma jak wziąć prysznica. Nie chce w domu mówić, że idzie biegać bo obawia się niezadowolenia męża! Dodam, że to wykształcona, inteligentna kobieta, która pracuje na wyższym stanowisku! A mimo to nie powie w domu „idę teraz na trening bo bieganie jest dla mnie ważne”, bo nie chce potem wysłuchiwać narzekań, pretensji czy uszczypliwych tekstów pod swoim adresem. Na przykład, że jest „egoistką”.

Egoistka – matka, która dba o siebie, która chodzi na fitness, do kosmetyczki i na zakupy. Matka, która się maluje kiedy dziecko kwiczy o jej uwagę i taka, która zamiast na plac zabaw woli iść na siłownię. Matka, która „opuszcza” dziecko bo wyjeżdża na weekend z przyjaciółkami a nawet taka, która wychodzi do pracy zostawiając malucha pod okiem taty. „Ja nie wiem co ty tak długo robiłaś… (poza domem)…” Otóż jechałam (w korkach) na treningi z klientami, prowadziłam te treningi a potem z nich wracałam. Tak, 5 godzin nie było mnie w domu – bo pracowałam. Wszak jestem nie tylko matką ale też kobietą pracującą, która płaci rachunki i zapełnia lodówkę. Przestępstwo federalne.

Dziesiątki takich drobiazgów, sytuacji, w których chwilami wolałabym być mężczyzną i nie musieć wysłuchiwać tych absurdalnych zarzutów dlaczego mnie nie było, dlaczego wyszłam, wyjechałam, zostawiłam, zrobiłam tak jak mi wygodnie. Panowie – żeby była jasność – doceniam wasze starania jeśli się staracie, ale uważam za niesprawiedliwe, że 1 staranie mężczyzny to powód do pochwał przez pół roku a 10 starań kobiety przechodzi niezauważone, zdeptane i sponiewierane a uwagę przykuwa zawsze tylko to co „niedostarane”.

Jestem aktywną matką i nie przestanę być aktywna dlatego, ze moje sporty nie idą w parze z podręcznikiem macierzyństwa. Jestem wystarczająco dobra. I jeśli czyta to inna mama to też Ci mówię – jesteś wystarczająca. A jeśli to czyta tata i partner aktywnej mamy to mam prośbę – idź i powiedz jej, że ją podziwiasz, że jej się chce. I że jest OK. Nawet jeśli przypaliła zupę, bo robiła przysiady albo nie ululała dziecka na czas bo poszła pobiegać.

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Kate trenuje

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej