Mama 4-latki w biegu – Supermaraton Gór Stołowych 2015

W zeszły weekend byłam na Supermaratonie Gór Stołowych. To już kolejny górski start w moim biegowym życiu. Bardzo udany start – i to wcale nie ze względu na wynik (którego absolutnie nie uważam za cudowny!), ale ze względu na to jak udało mi się rozłożyć siły i dobiec do mety w bardzo dobrej formie mimo upału panującego na trasie (jakieś 33 stopnie). Wypad z Łodzi był krótki, bo wyjechaliśmy w piątek w południe po to by przebiec 50km w sobotę i w niedzielę rano wyjechać z powrotem do domu. Mimo to taki intensywny weekend dodał mi mnóstwo sił do życia i bardzo pozytywnie wpłynął na mój nastrój.

Góry Stołowe są piękne. Nie bardzo je znałam, bo poza zeszłotygodniowym biegiem, byłam tam tylko… raz w życiu kilka lat temu. Ale na pewno wrócę! Trasa maratonu bardzo mi się podobała choć nie należała do najprostszych. Największą trudnością były zdecydowanie wystające korzenie i kamienie, które utrudniały bieg nawet na stosunkowo płaskich odcinkach trasy. Przy rosnącym zmęczeniu tego typu atrakcje stanowią dodatkową przeszkodę i mogą stać się przyczyną… poważnej kontuzji. Na szczęście wywrotki na trasie nie zaliczyłam i w jednym kawałku dobiegłam do mety na Szczelińcu ostatni odcinek po schodach do góry pokonując w wyjątkowo żwawym tempie.

Nasza łódzka ekipa przed startem:)

Bardzo mi się podobało również to, że spory odsetek trasy nadawał się do… biegania. Różnie z tym bowiem bywa na biegach górskich. Na wielu, na których byłam ukształtowanie terenu (bardzo ostro pod górę i bardzo ostro w gół) uniemożliwia bieg i zmusza do marszu co sprawia, że taki ultramaraton czy maraton jest bardziej rajdem niż biegiem. Tutaj było inaczej. Biegłam naprawde przez większość trasy. 

Formacje skalne na trasie dawały przyjemny chłód

Co więcej – wydaje mi się, że biegłam całkiem żwawo. Generalnie od samego początku parłam do przodu, nie marnowałam czasu na punktach żywieniowych, nie wlekłam się noga za nogą i nie stawałam żeby odpocząć, popatrzeć na widoki chwilę dłużej czy z jakiegokolwiek innego powodu. Wydawało mi się, że… zachrzanaim do mety tymczasem… dotarcie do niej zajęło mi 7h 49 minut! Limit czasu wynosił 9 godzin i według wyników dobiegłam mniej więcej w 1/3 stawki kobiet i jakoś w połowie stawki w ogóle. Czyli można by pomyśleć, że całkiem nieźle. Nie wiem czy tak myślę (i w zasadzie nie ma to dla mnie żdnego absolutnie znaczenia). Sęk w tym, że moje odczucia z „żwawym tempem” albo nijak się miały do rzeczywistości, albo limit czasu jest tu mocno wyśróbowany:)

Meta na Szczelińcu dostarczyła wrażeń – nie tylko sportowych w postaci pokonania kilkuset schodów, ale też widokowych

Jak na matkę 4-o letniej dziewczynki chyba poszło mi nieźle ha ha.

 Jedno wiem na 100% – na pewno tu wrócę!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: