Moje pierwsze 50km czyli… I ultra Maraton Bieszczadzki

Bieszczady jednak leżą na końcu świata. Tak dawno tam nie byłam, że niemal zapomniałam o tym fakcie. Podróż trwająca 8 godzin nie pozostawiała watpliwości, że jesteśmy daleko od domu. Wyruszyliśmy w czwórkę z Witkiem, Jaremą i Magdą. Do Wetliny dojechaliśmy w sobotę po południu. Od razu udaliśmy się do biura zawodów w budynku straży pożarnej gdzie poznaliśmy organizatora (notabene to ta sama ekipa, która od lat z powodzeniem organizuje kultowy już bieg Rzeźnika). Wokół panował całkiem sympatyczny chaos, przez chwilę nie wiadomo było jeszcze gdzie mamy nocować ani… jaka dokładnie ma być trasa niedzielnego biegu. We wstępnej informacji bieg miał mieć 47 kilometrów – przez góry. Na 5 minut przed wyjazdem z Łodzi dowiedziałam się, że conajmniej 20 kilometrów przewidzianych jest po asfaltowej drodze (przez tą informację wracałam do domu po zwykłe buty, bo spakowałam tylko typowo „górskie”). Wieczorem w przeddzień biegu, po odprawie Jarema uraczył nas wspaniałą informacją, że w ostatecznym pomiarze organizatorom wyszło jednak 50 kilometrów. Cóż…

Trzy kilometry – jaka to różnica? Teraz wiem, że spora. Bo każdy kilometr więcej niż maraton to NAPRAWDĘ WIĘCEJ. I chociaż na pewno nie nazwę się teraz „ultraską” to jednak fakt jest faktem – przebyłam swój pierwszy w życiu ultramaraton. Oczywiście – dla „prawdziwych” ultramaratończyków 50km to nadal jest rozgrzewka, ale dla mnie była to spora przeprawa zakończona sukcesem czyli dotarciem do mety o własnych siłach:)

Przed startem: Witek, ja, Jarema

Bieg wystartował po 8 rano. Ruszyliśmy z Wetliny asfaltem w kierunku Cisnej. Towarzyszła nam delikatna mgiełka porannej mżawki. Przez 29 kilometrów  droga prowadziła trochę w górę, trochę prosto, a miejscami w dół. Asfalt przemieszany na niektórych odcinkach z szutrem stanowił jednak dobrą nawierzchnię dla utrzymania równego, miarowego tempa. Ruszyliśmy z Witkiem około 5:30 na kilometr; średnie tempo z całości tego odcinka wyszło nam około 6 minut na kilometr. Już po tych 29 kiometrach nierównej trasy miałam (delikatnie mówiąc) lekko dosyć. Tymczasem „najlepsze” było jeszcze przed nami. Na 29-ym kilomerze był punkt żywieniowy i… zaczęło się.

Przystanek na zdjęcie na trasie…

Mocno pod górę. Mieliśmy do pokonania kilka bieszczadzkich szczytów – Okrąglik (1101), Kurników Beskid (1037), Płasza (1162), Dziurkowiec (1188), Paportna (1198) i Jawornik (1021). Widoków niestety zabrakło, bo dookoła nas panowała gęsta jak mleko mgła zasłaniająca wszystko. Widoczność około 50 metrów pozwoliła nam jedynie na trzymanie się wytyczonej trasy. Chwała organizatorom za tak rewelacyjne oznakowania po drodze:).

Bieg przez mgłę…

Już w okolicach 32 kilometra czułam takie zmęczenie nóg, że ogarnął mnie… śmiech (może to chwilowy nadmiar endorfin?). Tu nie chodziło nawet o ten dystans. Raczej o to, że po 29 kilometrach biegu człowiek naprawdę czuje już spore zmęczenie i wspinanie się wtedy na jakąkolwiek górę stanowi niemałe wyzwanie dla nóg. Tymczasem to był dopiero początek przeprawy przez Bieszczady…

Punkt żywieniowy na trasie. Krótka przerwa i lecimy dalej…

Zbiegi po po kamieniach przykrytych grubą pokrywą liści nie należały do najprostrzych. Jeśli ktoś chce szybko pokonywać biegi górskie musi umieć zbiegać. Prawda jest taka, że ja tego nie potrafię – zwyczajnie boję się, że coś sobie skręcę, zwichnę albo polecę na łeb do przodu:) A skoro i tak nie walczę o jakiś wspaniały wyniki – to jaki sens ma takie ryzyko? Zbiegałam więc powoli na najbardziej stromych ścieżkach zwalniając jeszcze bardziej i wznawiając bieg na bardziej płaskich ścieżkach. Powoli do przodu. Witek z poważną kontuzją nogi musiał co kilkadziesiąt metrów przechodzić na moment do marszu (z taką nogą udział w tym biegu należy raczej uznać za wariactwo:)).

Organizatorom nie zabrakło poczucia humoru – gdzieś w okolicach 40-go kilometra zapraszali na odcinek relaksacyjny…

W ten sposób przesuwaliśmy się do przodu, metr za metrem, pokonując kolejne kilometry trasy. Kilometr trasy w górach to nie to samo co kilometr trasy na maratonie ulicznym. Czasami kilometr może ciagnąć się w nieskończoność, bo profil trasy jest tak charakterny, że pokonanie go zajmuje nieprzyzwoitą ilość czasu. Nam pokonanie 21 kilometrów zajęło około 4 godzin. To naprawdę długo, ale biorac pod uwagę to, że nie jesteśmy wprawionymi „góralami” oraz zważywszy na okoliczności (noga Witka) i pokonane wcześniej 29km trzeba uznać to za sukces…

Kolejna góra zdobyta!

Im dalej, tym trudniej było pokonywać kolejne stromizny. Ostatnie zbiegi stanowiły największe wyzwanie dla zmęczonych do niemożliwości mięśni… Ostatni punkt żywieniowy na 2 kilometry przed końcem trasy. Naszym oczom znów ukazały się kolorowe jesienne liście drzew i wstąpił w nas optymizm:). Ostatnia prosta w Wetlinie. Meta!

ultra Maraton Bieszczadzki za mną:)

W poniedziałek zostaliśmy jeszcze w Bieszczadach. Przenieśliśmy się do Cisnej, do kwatery, którą Jarema znał ze wcześniejszych eskapad w Bieszczady (czytaj „Rzeźnik”). Pogoda się poprawiła i wybraliśmy się na połoninę Wetlińską i do schroniska Chatka Puchatka. Widoki były przepiękne. Bieszczady są „na końcu świata”, ale warto na ten koniec pojechać, bo tutaj czas płynie inaczej, inne myśli przychodzą do głowy…

Połonina Wetlińska

Zaczęłam oczywiście myśleć o Biegu Rzeźnika. Czy dałabym radę? Pewnie tak chociaż to 80 kilometrów, a nie 50… Ale ciało może dużo więcej niż nam się wydaje! Czy mogłabym biegać w górach szybciej? W tej chwili pewnie niewiele szybciej, bo tego po prostu trzeba się nauczyć… biegając w górach. Na aktualnym etapie życia niebardzo mam taką możliwość, bo góry są niestety trochę za daleko, ale jak moja Mała trochę podrośnie… kto wie… – wszystko jest jeszcze przede mną…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: